sobota, 30 maja 2015

Czytanie jest jak seks


Kocyk, herbatka i książka.

Serio? Naprawdę, żeby czytać książkę, musisz zapalić świeczkę, słyszeć bębniący o parapet deszcz, wdychać kadzidełka, przykrywać się kocem i pić herbatkę z cytrynką? Wiem, że nie. Ale na zdjęciu to tak ładnie wygląda, można dodać filtr, wrzucić na Insta i co pięć sekund sprawdzać ile jest lajków. Potem i tak zauważysz, że lampa daje więcej światła niż świeczka, a przez dym z kadzidełka nie widzisz liter i jeszcze łzawią ci oczy. Odłożysz koc, bo za gorąco, a jeśli to będzie naprawdę dobra książka, to herbata wystygnie nim weźmiesz pierwszy łyk. Albo zaklniesz, wkurzysz się i wejdziesz na fejsa, bo za dużo roboty z tym czytaniem.

Odnoszę wrażenie, że ta część Internetu, która lubi czytać, a przynajmniej tak twierdzi, nie może sięgnąć po książkę bez koca i ciepłego napoju. Wszyscy cierpią na permanentne wychłodzenie? Nie rozumiem tej mody. Przecież sama ta czynność jest przyjemna i odwracająca uwagę od rzeczywistości!

Po co więc te wszystkie rekwizyty? Pójdę na łatwiznę i porównam to z rzeczą, do której porównać można wszystko - z seksem. Ze świeczkami, z winem, z seksowną bielizną i nastrojową muzyką podobno jest lepiej. Przy pierwszym razie może to ma znaczenie. Ale przy setnym widzisz, że owszem, to miłe, ale bez tego też jest fajnie. Zwłaszcza, że zwykle i w przypadku seksu, i w przypadku książek liczą się tylko trzy rzeczy – treść, autor i czy zakończenie było satysfakcjonujące.

Te wszystkie zabawki, dodatki są w porządku. Ale jak dla mnie - nie o to w tym chodzi. Gdy biorę książkę do ręki, to przede wszystkim czytam. Śmieję się, ziewam z nudów, patrzę kilka razy na tylko jedno zdanie, bo jest tak doskonałe. Ale jestem w tej książce i zadaję sobie ten trud, żeby choć trochę ją zinterpretować (proszę nie mylić słowa interpretacja z tym, co robi się w szkole i na maturze z polskiego). Bo jak inaczej ją ocenię, jak inaczej powiem komuś: czytałam, ciekawsze Odcienie Greja znajdziesz w Castoramie?

Może marudzę, ale wydaje mi się, że to wcale nie ma pozytywnego wpływu na czytelnictwo. Czytać można nie tylko jesienią przy truskawkowym wosku Yankee Candle. Na dworze, w pociągu, w wannie i podczas wykładu też się liczy.

No, chyba, że czytasz 50 twarzy Greya

Żartowałam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz