czwartek, 24 września 2015

#Kultourki_1: O tym, że „Prąd” mrowi, a „Ości” kłują


#Kultourki, czyli nowa seria krótkich wycieczek po ostatnio przeczytanych przeze mnie książkach, przesłuchanych płytach, obejrzanych serialach i innych wspaniałych (a może nie) rzeczach, o których chcę Wam opowiedzieć, ale zwykle nie mam czasu.

Na pierwszy ogień idzie nie nowa, ale niezwykle inspirująca płyta Natalii Przybysz. Zanim zarzucicie mi, że odgrzewam starego kotleta, podam Wam dwa powody, dla których warto o niej tu wspomnieć! Pierwszy jest taki, że to doskonały krążek, a nie kotlet. Odgrzewanie kotleta jest smutne, bo kotlet za drugim razem nigdy nie jest taki cudowny, jak za pierwszym. Odgrzewanie Prądu (co za dziwna konotacja) to za każdym razem wielka radość i miłe mrowienie. Drugi powód jest taki, że kilka dni temu swoją premierę miał teledysk do Królowej śniegu – jednej z najbardziej poruszających piosenek, jakie możemy na „Prądzie” znaleźć. Płyta Natalii Przybysz to intrygująca wędrówka w głąb siebie, nie tylko dla wokalistki, ale też dla słuchacza.

Wzięłam do ręki dziś swoją rękę

Myślałam, że to za tobą tęsknię

Ale się okazało, że jednak nie

Tak bardzo brakowało mi mnie

Natalia używa wysublimowanych metafor i stroni od nadmiaru ozdobników. Zwłaszcza, że największą ozdobą i tak jest jej głos.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika катюша (@malaszuszka)

Idzie jesień. A jak jesień to herbatka, kocyk i książka. Sprzeciwiam się temu stereotypowi, o czym mogliście przeczytać tutaj. A jednak nieodłącznie jesień kojarzy mi się ze stosami książek – głównie dlatego, że w październiku znów zacznę odwiedzać Wydział Filologiczny i czytać ze zdwojoną częstotliwością.

Korzystając z tego, że wciąż mam wakacje, czytam to, co chcę, nie to, co muszę. Ignacy Karpowicz jakiś czas temu zachwycił mnie swoją Sońką, która notabene znalazła się w finale Nagrody Nike. Wydawało mi się wtedy, że Karpowicz to już tylko #lovki #najlepszypolskipisarz #zarazpoPilchu i tak dalej. A jednak nie. Nie po Ościach.

Ostrzegano mnie, że Ości nie są piękne. Byłam przygotowana na gejów, drag queens i wyzwolone kobiety. Ale nikt nie ostrzegł mnie, że przez kilkadziesiąt stron będę nieustannie zirytowana snobistycznymi bohaterami, którzy urwali się wprost z polonistyki i nie mają racji bytu w żadnym z istniejących światów.

A jednak… Nie miałam racji. Bo w świecie Ości ich byt jest zupełnie uzasadniony. To książka, której każda strona nosi w sobie grę słów i dwuznaczność. Na początku miałam wrażenie, że już nie wytrzymam, potem zaczęło mnie to bawić. Dużo ważniejsze jednak dla mnie jest to, że to powieść, która rozbiera człowieka. Nie do naga, ale do samych ości. Ściąga maski, zagląda tak daleko, że czasem można przymknąć oczy z obrzydzenia… I zawstydzenia, bo przecież tak właśnie jest. Stawia swoich bohaterów przed sytuacjami, na które religia i tradycja jeszcze nie wynalazły przepisu. To nie jest ładna książka. Ale cholernie Wam ją polecam.
 
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika катюша (@malaszuszka)


W dzisiejszych #Kultourkach krótko, ale treściwie, bo mogliście poczytać o fajnych rzeczach. Mam nadzieję, że otworzycie swoje Spotify na Natalię, a jutro pójdziecie do biblioteki pytać o Ości. Tego Wam życzę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz